[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 1007: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /config.php:1)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 1007: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /config.php:1)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/session.php on line 1007: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /config.php:1)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4284: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /config.php:1)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4286: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /config.php:1)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4287: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /config.php:1)
[phpBB Debug] PHP Notice: in file /includes/functions.php on line 4288: Cannot modify header information - headers already sent by (output started at /config.php:1)
Forum - pomocpostracie.com.pl • Zobacz wątek - to nie jest życie

to nie jest życie

tutaj możemy pisać o naszej codzienności (pracy, domu, wyjazdach, relacjach z bliskimi itd., itp.). Czyli nie tylko o żałobie.

Re: to nie jest życie

Postprzez Beta » 25 lutego 2011, o 23:09

Smutno mi i źle. Na nic ni mam siły. Wszystko boli. Strasznie boli. Ile jeszcze wytrzymam? Dzień za dniem bez sensu. Czy jeszcze kiedyś go znajdę? Ile jeszcze złego przede mną?
Niefrasobliwość "profesjonalisty" wpędziła mnie znowu w czarną dziurę i nawet nie usłyszałam od niego słowa przepraszam. Nie miałam siły nawet mu nawymyślać bo nerwy mam już tak zszargane, że mogłabym po prostu zejść na zawał. Dlaczego na swojej drodze spotykam tylu ZŁYCH ludzi.
Czy ten Ktoś na górze nie mógłby mi już trochę odpuścić.Czy tam w ogóle ktoś jest. To co przeżywam to także kryzys wiary. Znowu się buntuję, gniewam, złoszczę.
Beta
 
Posty: 85
Dołączył(a): 13 kwietnia 2010, o 11:35

Re: to nie jest życie

Postprzez Beta » 10 marca 2011, o 19:57

Jest mi tak źle że nie potrafię rozmawiać z ludźmi. Udając przez cały czas życie trochę się już pogubiłam. Przez to ludzie odbierają mnie inną niż jestem. Już nie wiem co jest prawdą a co nie. Gdzie w tym wszystkim jestem ja. A może właśnie teraz taka już jestem. Wczoraj powiedziałam komuś, że nie chcę walczyć o moje życie, dzisiaj że chcę bo mam dla kogo. Tak mam dla kogo żyć ale boję się że przygniotę go ciężarem swoich problemów i On też jest taki zalękniony i pogubiony. Powinnam dawać mu siłę, być jego podporą, pomagać rozwiązywać problemy - taka jest rola rodziców. A przecież jestem teraz 2 w 1. I ciągle nie daję rady. Wszystko jest takie puste i bez sensu. Nie umiem pozwolić sobie na życie chociaż tak wiele razy obiecywałam, że to zrobię. Nie umiem i już ale wcale nie jest mi po tym wyznaniu łatwiej. Cały czas wiem, że nic nie wiem. Cały czas NIE ŻYJĘ.
Beta
 
Posty: 85
Dołączył(a): 13 kwietnia 2010, o 11:35

Re: to nie jest życie

Postprzez Beta » 28 kwietnia 2011, o 14:32

Pogubiłam się i w tym pogubieniu znowu los mnie doświadczył - problemy w pracy i problemy zdrowotne - POWAŻNE - a lekarz mówi proszę myśleć pozytywnie. Poszłam więc do kościoła - tak dawno nie byłam - i znalazłam siłę, żeby się pomodlić. Trochę pomogło, ale przekonałam się również jak ważne jest wsparcie i rozmowa nie tylko z najbliższymi - mój Brat i Znajoma. Strasznie się przestraszyłam ale w tym całym strachu znalazłam z pomocą tych dwóch osób siłę do walki o zdrowie i życie. Na razie to właśnie jest najważniejsze. Co będzie dalej zobaczymy?
Beta
 
Posty: 85
Dołączył(a): 13 kwietnia 2010, o 11:35

Re: to nie jest życie

Postprzez Beta » 12 kwietnia 2012, o 15:01

Długo mnie nie było. Trochę tu cicho. Minęły kolejne święta. U mnie trochę się działo ale boli nadal tak samo. W tym temacie już chyba nic się nie zmieni i nie ma na co czekać. A jeśli już czekać to na koniec tego niby życia bez sensu. Dzisiaj nawet myśleć mi się nie chce. Odezwijcie się - jest tu ktoś ????????
Beta
 
Posty: 85
Dołączył(a): 13 kwietnia 2010, o 11:35

Re: to nie jest życie

Postprzez Dora » 13 kwietnia 2012, o 18:19

Beta, przykro mi bardzo, że nadal odczuwasz silny ból po Stracie.. Czy korzystałaś może z pomocy jakiegoś profesjonalisty? Czy masz możliwość rozmawiania otwarcie na temat żałoby z profesjonalistą, czy kimś bliskim? Bo w przeżywaniu żałoby jest bardzo ważne, by wyrażać swój ból, mówić o uczuciach, bo tylko tak możemy pomóc przez to przejść. Czasem jak jest taka potrzeba, kiedy czujemy, że depresja nas dopadła to i tabletkami się wspomóc trzeba.

Ja też przez długi czas po utracie rodziny (5 osób)myślałam , że już nigdy się nie podniosę, ze już będę do końca życia cierpieć. Niemożliwością wydawało mi się żyć normalnym życiem. A jednak moje życie uległo dużej przemianie. Proces żałoby został zakończony akceptacją (w moim przypadku nastąpiło to po 3 latach. Ale ja bardzo dużo nad tym pracowałam, kiedy trzeba było brałam tabletki itd. Wszystko to można przeczytać w mojej historii), a ja żyję dniem dzisiejszym. Mam cele, marzenia, rodzinę. Mówiąc o tragedii nie odczuwam już bólu,czy głębokiego smutku. Owszem, zdarza się zatęsknić, ale nie rozdziera to już mego serca na pół. Także ja wierzę, że można z tego bólu się podnieść i żyć, może nie tak samo jak wcześniej, może nie zawsze lepiej, ale inaczej.

Niestety forum ucichło. Ale kto wie, może znowu odżyje.

przytulam Cię mocno.
Dorota Ciesielka
Dora
 
Posty: 34
Dołączył(a): 11 marca 2010, o 15:44

Re: to nie jest życie

Postprzez Beta » 23 kwietnia 2012, o 09:06

Przez chwilę miałam okazję rozmawiać ze specjalistą (kilka spotkań) ale niestety prywatnie za pieniądze i szybko ze względów finansowych musiałam zrezygnować. Zapisałam się do lekarza w normalnej przychodni (NFZ) ale niestety rozmowy z psychologiem odbywają się w godzinach pracy i nie udało mi się ostatecznie skorzystać z tego rodzaju pomocy. Pozostało wspomaganie farmakologiczne i tak jakoś czas leci. Na razie jest jakoś chociaż kiedyś ważna była jakość życia a nie życie jakoś. No ale nic nie jest jak kiedyś. Faktycznie nie mam z kim pogadać. Tylko walę głową w ścianę. Właściwie to trochę sama ją "zbudowałam", odgrodziłam się żeby już nikt mnie nie zranił. Ale to nie jest wyjście. Teraz to wiem. Czuję się samotna, chociaż ludzie dookoła, czuję się bezbronna chociaż patrząc na mnie nigdy byś nie powiedziała że tak jest - taka jestem dzielna. Poukładałam sprawy bo wszyscy oczekiwali że to zrobię i właściwie na zewnątrz jest prawie ok. Ale w środku cały czas umieram. Taka inna ja. Bo jestem inna, sama, może gorsza (bo gorzej radzę sobie sama). Wszyscy mówili trzymaj się, jakoś to będzie. Nienawidzę tych słów - są bez sensu. Trzymaj się - ale pytam się czego. Jakoś będzie - ale ja nie chcę jakoś - chcę żeby było dobrze. Ale już chyba nie wiem czy może być inaczej. Może powinnam obniżyć swoje "wymagania" może to jakoś to już dobrze a ja bez sensu czekam nie wiadomo na co. Mam ochotę krzyczeć ale tego nie zrobię będę dalej TRWAĆ JAKOŚ bo życiem tego nazwać jeszcze nie mogę.
Beta
 
Posty: 85
Dołączył(a): 13 kwietnia 2010, o 11:35

Re: to nie jest życie

Postprzez Dora » 23 kwietnia 2012, o 09:30

Fakt, że nie masz z kim pogadać szczerze o tym co się z Tobą/ W Tobie dzieje na pewno nie wpłynie na poprawę jakości twojego życia, wręcz przeciwnie. Żałoba ma to do siebie, że MUSI być wypowiedziana, przegadana, przepłakana. Bez tego, możesz właśnie "umierać w środku" każdego dnia. Dobrze, że wspomagasz się tabletkami, jeśli jest taka potrzeba, ale znowuż....same tabletki nie przepracują bólu po stracie. Jeśli chciałabyś pogadać, to mogę Ci zaoferować swoją pomoc. Ponieważ mieszkam obecnie za granicą, mogłybyśmy się skontaktować na skype, gg, czy mailowo. Jeśli byłabyś zainteresowana taką formą wsparcia napisz do mnie posta z podstrony KONTAKT.
Nie, nie jesteś gorsza. Żałoba zmienia każdego z nas w jakiś sposób. Też miałam taki etap w żałobie, że myślałam, że żałoba zmieniła mnie na gorsze, że wyprała ze mnie wszelkie pozytywne emocje. Dziś tak nie myślę. Owszem, zmieniła mnie. Nie jestem taka sama, jak byłam przed tragedią. Ale na pewno nie jestem gorsza.
ściskam Cię mocno
Dorota
Dora
 
Posty: 34
Dołączył(a): 11 marca 2010, o 15:44

Re: to nie jest życie

Postprzez Beta » 29 sierpnia 2012, o 14:26

Witam po dlugiej przerwie znowu
Jestem po zabiegu, wycięli co było złego i wracam do zdrowia. Chociaż czekam jeszcze na spotkanie z wynikami badań histopatologicznych ale miałam włączyć myślenie pozytywne - włączyłam ale czy wyszło?
Zobaczymy pod koniec tygodnia.
Doro
nie miałam siły odezwać się chociaż potrzebowałam pomocy i rozmowy ale sił zabrakło.
I tak dalej lecę JAKOŚ.
Może jakoś się pozbieram.... jestem dzielna ? jakoś ale jak?
Beta
 
Posty: 85
Dołączył(a): 13 kwietnia 2010, o 11:35

Re: to nie jest życie

Postprzez Dora » 29 sierpnia 2012, o 15:55

Trzymam kciuki, aby wyniki były pozytywne. Też kiedyś czekałam na tego typu wyniki. W moim przypadku okazały się być dobre.
Znam tą niemoc; z jednej strony jest silna chęć porozmawiania z kimś, a z drugiej właśnie tych sił brak. Takie być w ciągłym rozkroku. I chce i nie chce zarazem, albo chcę i się boję.
Każdy z nas, kto przechodzi żałobę jest w jakiś sposób dzielny. Przechodzi ją bo musi, choć wcale nie chce, bo nie ma drogi ucieczki. Zmaganie się z bólem, tęsknotą każdego dnia to ogromna walka. Pewnie że można przez to przejść samemu (choć często trwa to dużo dużej i boleśniej), ale po co? Jeśli można się tym bólem z kimś podzielić i przynieś sobie ulgę.
Gdybyś chciała..to jestem.
Od połowy września - w związku z wyjazdem- będę niedostępna przez 2 tyg., a potem -w związku operacją-od 12.10 (jeżeli się nic nie zmieni) przez jakiś czas.
ściskam
Dora
 
Posty: 34
Dołączył(a): 11 marca 2010, o 15:44

Re: to nie jest życie

Postprzez Beta » 18 października 2012, o 10:26

Wyniki są dobre - zmiana miała charakter łagodny. Kamień spadł mi z serca wielki.
Kiedy nagle okazało się, że życie jest zagrożone poczułam, że chcę żyć - odbieram to jako dobry znak.
Jest o milimetr lepiej ale ten milimetr jest bardzo ważny. Uśmiecham się, na razie nieśmiało ale coraz chętniej.
Nadzieja podobno umiera ostatnia i może dla mnie jednak jest jeszcze nadzieja - TAK CHCĘ.
Chociaż są ciągle takie dni, że mogę wszystko i takie kiedy nie mogę NIC.
Najważniejszy MILIMETR w początku mojego nowego życia?
Zobaczymy może? Ale kciuki proszę trzymaj nadal - to działa :)
Beta
 
Posty: 85
Dołączył(a): 13 kwietnia 2010, o 11:35

Poprzednia strona

Powrót do Dzień z życia

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 2 gości

cron